Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘stypendia sportowe’

Beznadziejne wyniki sportowe osiągane przez polskich piłkarzy i ogólnie raczej kulawy rok na boiskach, parkietach i bieżniach sprawiły, że postanowiłem się bliżej zainteresować tym, co zdaniem wielu jest nieodłącznie związane z kondycją polskiego sportu – jego finansowaniem. Oczywiście nie mam na tyle czasu, ani energii, by sobie łamać głowę nad sprawozdaniami finansowymi całkiem licznych centralnych pionów sportowych, stąd sięgnąłem po informacje najłatwiej dostępne – z własnego podwórka.

Według rozporządzenia z lata 2010, gmina Ostrowiec na stypendia sportowe w drugim półroczu mijającego roku przeznaczyła niebagatelną sumę 480 tyś. złotych. Rozporządzenie wymienia z imienia i nazwiska stypendystów oraz podaje kwotę, która co miesięcznie trafia z budżetu miasta do ich kieszeni. W ten sposób najwyższe stypendia w wysokości 3 tyś. zł miesięcznie otrzymuje dziewięciu piłkarzy pierwszoligowego (czyli po staremu „drugoligowego”) KSZO, a niewiele mniejsze – w kwocie 2,4 tyś. zł. dwaj następni zawodnicy lokalnej drużyny piłkarskiej. Przedziela ich siatkarka AZS KSZO otrzymująca miesięcznie 2,5 tyś zł; jej koleżanki muszą się natomiast zadowolić stosunkowo mniejszą kwotą – od 1 tyś. do 2 tyś zł. Medaliści mistrzostw świata i Europy w trójboju siłowym i fitness otrzymują od 300 do 700 zł. Listę trzydziestu kilku stypendystów zamykają młodzi judocy i waterpoliści, na których samorząd się „szarpnął” w kwocie 50 zł. miesięcznie.

Może nie rozumiem idei stypendiów sportowych, może brak mi elementarnej wiedzy, czemu mają służyć, bo jedno określenie, które mi przychodzi, gdy patrzę na rozdzielnik, na podstawie którego cytowałem powyższe sumy – to „głupota”. W mym naiwnym rozumowaniu stypendia powinny z jednej strony motywować do dalszej pracy nad sobą jednostki uzdolnione, utalentowane, a z drugiej strony pomagać im materialnie, tak, by wyrównać nakład własnych sił, energii i pracy wkładanej w to, co robią. Idąc dalej tym tokiem myślenia, sądziłem, że w przyznawaniu stypendiów funkcjonuje jakaś gradacja, która opiera się nie na popularności danej dyscypliny, lecz na indywidualnych wynikach sportowych. W ten sposób, jeżeli ktoś jest mistrzem Polski, medalistą mistrzostw Europy, Świata itd. w dziedzinie sportowej, na której się nawet sam osobiście nie znam i nie mam o niej większego pojęcia, to jest wybitniejszym sportowcem, niż zawodnik uprawiający popularną dyscyplinę na poziomie marnym i gorzej niż marnym. Niestety, mój tok myślenia najwyraźniej był błędny.

Możemy dawać po 2 – 3 tyś. zł. miesięcznie piłkarzom dwudziesto-, trzydziestoparoletnim, z których kilku pamiętam jeszcze z czasów, gdy zespół KSZO w latach 90-tych awansował po raz pierwszy do Ekstraklasy (co było wielu piłkarzy największym sportowym osiągnięciem) i możemy dawać po 50, 70 i 100 zł. młodym sportowcom z mniej popularnych dziedzin, którzy nawet zostając mistrzami Polski, będą szerzej nieznani większości naszego społeczeństwa. Ale czy to jest dotowanie sportu, czy czysty marketing? Moim zdaniem to drugie.

Nie trzeba być jakimś wielkim znawcą, żeby stwierdzić, że polski sport to bagno, a piłka nożna jest bagnem szczególnym. Szkoda tylko, że niemal instytucjonalnie podtrzymywanym przez polskich podatników. Nie mam nic osobiście do panów piłkarzy, biorących po 3 tyś. i 2,4 tyś. zł. miesięcznie, ale gdyby to ode mnie zależało, cofnąłbym im stypendia i za te pieniądze wybudował jedno więcej boisko. Kopanina, która by się na nim odbywała, to właśnie byłby czysty, zdrowy sport. I taki sport bym dotował.

Read Full Post »