Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘SLD’

Jeden z ostatnio opublikowanych sondaży poparcia dla partii politycznych przyniósł zaskakująco dobre notowania SLD. Sojusz, na którego chce głosować co piąty wyborca, tylko nieznacznie ustępuje dołującemu PiS-owi i zdaniem wielu komentatorów wciąż się znajduje na fali wznoszącej. A to by oznaczało, że kończy się w Polsce pewien eksperyment – system „dwupartyjny” zaczyna pękać w szwach.

Kiedy dziewięć lat temu postkomuniści w wielkim stylu zdobywali w Polsce władzę, chyba niewiele osób przewidywało, że nim minie jedna kadencja Sejmu, wiatr historii niemal zdmuchnie ze sceny politycznej największą partię polskiej lewicy. A jednak – afery Rywina, starachowicka, prezydenci rządzący zza krat, korupcja, pycha i pogarda zadziwiająco – nie po raz pierwszy – zakręciły polityczną karuzelą. Sojusz przetrwał, lecz wielu wydawało się, że skończy jak niegdyś ROP, KPN – powoli, po cichu rozpadnie się w niebyt, a na jego miejscu powstanie nowoczesna, wolna od afer lewica.

Pamiętam, jak w 2001 dziwiłem się, że tylu moich znajomych, młodych ludzi, chce głosować na partię Millerów, Czarzastych, Urbanów, Oleksych, partię betonu i byłych zomowców. I pamiętam, jak cztery lata później ludzie szli do urn z nadzieją na wyjaśnienie afer, na sanację państwa, na rząd – ach, jakże byliśmy naiwni – wielkiej koalicji.

Najnowszą historię Polski wszyscy pamiętają. Wojna na górze, stracone nadzieje na dole, rosnący mur, rosnące podziały. I powstały nam dwie Polski – solidarna i liberalna, Polska PO i Polska PiS, wielu zaś komentatorów zupełnie serio wieszczyło, że będziemy mieć w Polsce system dwupartyjny, amerykański. A bestia czyhała nie dobita.

Ostatnie kilka lat pokazały, że Platforma Obywatelska potrafiła wraz z Prawem i Sprawiedliwością zdominować przestrzeń publiczną, dzieląc między siebie tort zwany Polską. Nie wiem czy problemy były bardziej autentyczne czy wyimaginowane, linie sporów sztuczne czy realne – pewnie jedno i drugie, grunt, że w świadomości Polaków istniały dwie strony konfliktu.

Coś jednak pękło. Po zgraniu wszystkich mniejszych kart, po zjedzeniu Samoobrony i LPR-u, po stłamszeniu ludowców główni aktorzy sceny politycznej postanowili wyciągnąć trupa z szafy. I zaczęło się budowanie sojuszów w mediach, miraże przyszłej koalicji, obie wielkie partie coraz łapczywiej, zachłanniej zaczęły się umizgiwać do dawniej pogardzanej lewicy. Zabiegi te osiągnęły szczyt podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Wina została odpuszczona.

Dzisiaj do gry wraca SLD inny niż przed dziewięcioma laty. Nie betonowo – postkomunistyczny, ale wrażliwy społecznie, walczący o prawa gejów i lesbijek, zapatrzony w nową lewicę spod znaku Zapatero, z nieobciążonymi komunizmem politykami typu – skądinąd sympatyczny – Arłukowicz. Ale to ta jaśniejsza strona księżyca.

W Polsce powinna istnieć lewica i powinna być to lewica odpowiadająca na wyzwania współczesności, walcząca o prawa mniejszości i ludzi wykluczonych społecznie. Ale lewicą tą nie powinien być SLD. Lewicą nie powinna być partia w której zasiada Leszek Miller, partia, której mitem założycielskim jest słynna moskiewska pożyczka, parta fetująca Jaruzelskiego, partia starych towarzyszy i starych afer. Ta partia powinna dawno zejść do grobu.

PiS i PO miały w 2005 możliwość pogrążyć postkomunistów, zmieść ich trwale ze sceny politycznej. Miały w ręku kołek, który winien się znaleźć w sercu bestii, a który wypadł im z rąk. Dzisiaj bestia wstaje z kolan.

Reklamy

Read Full Post »