Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘saakaszwili’

W niedawno udzielonym „Rzeczpospolitej” wywiadzie prezydent Komorowski indagowany o przyszłość stosunków polsko – gruzińskich dał przykład swego myślenia o kwestii wschodniej. Zapytany o Gruzję, oprócz standardowych stwierdzeń o staniu na stanowisku niepodzielności terytorium kaukaskiego państwa, Komorowski pozwolił sobie na dość szorstkie stwierdzenie, że nie pojedzie za granicę tylko dlatego, że takie jest życzenie Saakaszwilego. Dla osób śledzących wydarzenia polityczne była to czytelna aluzja do wyprawy Lecha Kaczyńskiego i kilku środkowoeuropejskich prezydentów latem 2008 do Tbilisi. To truizm, podobnie jak truizmem jest przypominanie komentarzy Komorowskiego na temat gruzińskiej polityki swojego poprzednika – istotnym jest za to pytanie, jaką politykę wschodnią sam zamierza uprawiać?

W tym miejscu cofnijmy się kilka lat wstecz. Lech Kaczyński z uporem maniaka – powiedzą przeciwnicy – montuje antyrosyjskie koalicje, jeździ na Litwę, wspiera prozachodniego Juszczenkę, wchodzi w egzotyczny sojusz z Saakaszwilim. Czy kierowały nim fobia, uprzedzenie, nienawiść, ślepa zawziętość? Czy też może jako pierwszy polityk w III RP próbował samodzielnie walczyć o pozycję Polski w regionie?

Kaczyński może nie był wybitnym mężem stanu, wielkim politycznym wizjonerem, ale niewątpliwie był człowiekiem o szerokich horyzontach i pojętnym uczniem tych, którzy uczyli Polaków geopolityki: Piłsudskiego i Giedroycia. W przeciągu ostatnich stu lat Polska miała dwukrotną szansę przelicytowania Rosji. Pierwszej z nich – w roku 1920 – słabe państwo polskie nie wykorzystało. Laik powie – zwycięstwo, cud nad Wisłą, historyk spojrzy dalej. Pokój ryski, oddanie Sowietom Mińszczyzny, klęska koncepcji federacyjnych, upadek Ukrainy i Kaukazu, wielka wizja wyparta przez polityczny pragmatyzm. I oto, po niespełna 90 latach, rodzi się niespodziewanie druga szansa nawiązania równorzędnej gry. Polska, oparta plecami o zachód, znów zaczyna przemawiać w imieniu Europy Środkowo – Wschodniej. Machanie szabelką – powie większość, powrót do zarzuconych koncepcji – odpowiedzą niektórzy.

Polityka wschodnia Kaczyńskiego nie była wolna od błędów, ale była oparta o konkretną wizję. Jakiś polityk nazwał ją awanturnictwem, jakiś były komunistyczny gensek mówił o fobii antyrosyjskiej – normalny skowyt tłumu. Kaczyński może mylił się w rachubach, ale błędy popełniali więksi od niego. Miał jednak przy tym śmiałą koncepcję,  jakiej nie miał przed nim żaden polityk III RP.

Wschodnie zaangażowanie Kaczyńskiego skończyło się porażką jeszcze przed tragicznym lotem smoleńskim. Obóz prozachodni opuściła Ukraina, Saakaszwili zaczął tępić u siebie demokratyczną opozycję, Litwini znów dali się ponieść swemu ciasnemu nacjonalizmowi  uchwalając kolejną ustawę skierowaną w polską mniejszość. Zmontowana przez Kaczyńskiego koalicja poczęła pękać w szwach. Ale nawet jeżeli uznamy, że Kaczyński przegrał na wschodzie, to czy możemy go za to potępiać? Gdybyśmy cenić mieli jedynie zwycięzców, któż ostałby się w rodzimej historii?

Dziś prezydent Bronisław Komorowski odcinając się od sojuszy Kaczyńskiego powraca na utarte tory polityki bylejakości i siedzenia cicho, polityki Wałęsów i Kwaśniewskich. Napisze „Gazeta Polska”, że Komorowski reprezentuje lobby prorosyjskie – moim zdaniem nie jest to prawdą. Problem leży w tym, że Komorowski nie reprezentuje nie tylko żadnego lobby, ale żadnych poglądów i żadnej idei. Grzebiąc jedną koncepcję, intelektualnie nie jest w stanie stworzyć żadnej alternatywnej.

W pierwszą nieoficjalną wizytę wybrał się prezydent na Litwę. Było – jak relacjonują tamtejsze media – miło i przyjemnie, kameralnie i bez zbędnych emocji. W przeciwieństwie do politycznych wizyt Kaczyńskiego, który wciągał Wilno do „antyrosyjskich awantur”, Komorowski awantur wszczynać nie będzie, woli rozdawać uśmiechy, niż grozić palcem. Nie będzie też urządzał eskapad do Tbilisi, wszak potrafi powiedzieć natrętnemu Saakaszwilemu twarde „niet”. Rosyjskie media nie raz napiszą o prezydenturze kompromisu, a i Berlin i Bruksela będą zadowolone. Europa wszak lubi takich polityków.

Read Full Post »