Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘platforma obywatelska’

W jednym z ostatnich numerów „The Economist” ukazała się totalna krytyka rządu Donalda Tuska. Jej osią był zarzut o fasadowość deklarowanych reform, przykrytą szumnymi, ale pustymi frazesami. Deficyt budżetowy rzędu 7,9 proc. PKB, fatalny stan infrastruktury, brak działań w kierunku rozwiązania problemu emerytur służb mundurowych – to tylko garść zarzutów, jakie brytyjski tygodnik stawia gabinetowi Tuska. Jeżeli do tego dodać brak sukcesów w polityce zagranicznej, jeżeli przypomnieć szykowany zamach na emerytury, zwiększenie VAT na książki, otrzymujemy mocno niepokojący obraz poczynań obozu władzy.

Poważne gazety, niezależni eksperci wieszczą zapaść polskiej gospodarki – to prawda. A raczej jedna z prawd. I nie możemy zapomnieć, że oprócz niej jest jeszcze inna. Ta, która we wszystkich możliwych sondażach wyborczych daje Platformie Obywatelskiej 40 do 50 proc. poparcia i która w rzędzie najpopularniejszych polskich polityków hurtem wymienia Tuska, Buzka, Komorowskiego i kilku innych polityków PO.  Te sondaże, to poparcie nie są jedynie wymysłem mediów, zaklinaniem rzeczywistości. To także prawda – niezależnie od wszystkiego, a nawet wbrew wszystkiemu.

Rząd Tuska na pewno nie jest najlepszym polskim rządem po 1989 roku, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że w ogóle nie jest rządem dobrym.  A jednak jest na swój sposób gabinetem wyjątkowym, wręcz fenomenalnym. Udało mu się bowiem złamać zasadę, która w polityce jest może nawet bardziej bezwzględna niż w życiu, a która mówi, że za wszystkie błędy się płaci. Za swoje błędy zapłaciła AWS, zapłacili Leszek Miller i Jarosław Kaczyński.  Tusk jako premier popełnił masę błędów, poczynając od infantylnej polityki zagranicznej, skończywszy na ostatnim skoku na kasę przyszłych emerytów.  Dziś, uprawiając przede wszystkim demagogię zamiast polityki działa a conto, ale polityczna arytmetyka nie zna pojęcia umorzenia długu. Za błędy Tuska i jego ministrów zapłaci w przyszłości bezkrytyczne dziś społeczeństwo.

Pomimo daleko posuniętego sceptycyzmu wobec dokonań gabinetu Donalda Tuska i działalności Platformy Obywatelskiej, nie obwiniałbym jej zbyt mocno. Więcej – rodzi się we mnie podziw. Bo Platforma, jaka by nie była, gra w tym sensie fair, że trzyma się reguł systemu politycznego, w jakim przyszło jej działać. W demokracji zwycięża ten, kto kupuje tłumy, a Donald Tusk posiadł tę umiejętność w stopniu wystarczającym do rządzenia przez dobrą dekadę. Jeżeli społeczeństwu wystarcza, że Tusk od czasu do czasu zgilotynuje któregoś z ministrów albo uściśnie rękę możnym tego świata albo wykona jakiś przyjazny (obojętnie wobec kogo) gest – to jest problem społeczeństwa i jego percepcji rzeczywistości. Nie rządu, który administruje, jak mu słupki sondażowe wskazują. A te pozwalają dziś na wiele.

Kluczem do zmiany sytuacji w Polsce nie są dziś rząd, prezydent, Platforma. Oni korzystają z okazji, niesieni wiatrem poparcia, za co, powtarzam, trudno ich winić. Kluczem do zmian w Polsce jest opozycja. I tu dochodzimy do sedna dramatu. Bowiem ile by Platforma nie kręciła przy OFE, gdzie by jeszcze nie sięgnęła po pieniądze, czego by nie spieprzyła – wszystko jej będzie odpuszczone. Dopóki opozycja nie obudzi się z letargu, Platforma może buszować niczym myszy w zbożu. Hulaj dusza piekła nie ma.

Dobro życia publicznego w Polsce wymaga zrównoważonej, kontrolującej rząd opozycji. Prawo i Sprawiedliwość przestało pełnić taką rolę w momencie, gdy zeszło ze sfery realnej polityki w sferę mitów, podejrzeń, frustracji. Szybkości, z jaką Jarosław Kaczyński przeistoczył się na oczach Polaków z męża stanu w ponurego, złośliwego gnoma, dorównuje jedynie szybkość, z jaką rośnie pycha u premiera Tuska, czy prezydenta Komorowskiego.  Kaczyński, który jest człowiekiem o ogromnej inteligencji, może jednym z niewielu, którzy mają przed oczyma wizję przyszłości Polski, zaprzepaścił szansę realizacji swych idei.  Tusk, który żadnej wizji, choćby głupiej, choćby niedosiężnej, nie posiada, dziś zbiera frukta degrengolady PiS-u. W przypływie szczerości mógłby zakrzyknąć Kaczyńskiemu do ucha: miałeś chamie złoty róg!

Trudno bawić się w proroka (szczególnie we własnym kraju) i przewidywać sekwencję wydarzeń w polityce. Trudno domniemywać, czy prawicowa opozycja zacznie pełnić swoją rolę, czy też osiądzie na mieliźnie, przygnieciona ciężarem Kuchcińskich, Płaszczaków i swego Prezesa? Czy też może wszystko, co na prawo od Platformy pozostało rozsądne, rozważne, myślące o żywych, a nie o umarłych, pójdzie do Kluzik – Rostkowskiej i zbuduje nowoczesną centroprawicę? Jeden wniosek można wysnuć naprędce. Jeżeli nic się nie zmieni i nic nie drgnie w szeregach opozycji, to choćby Platforma była partią z aniołów złożoną (a nie jest), państwo na tym ucierpi. Bo władza, a zwłaszcza władza absolutna i pozbawiona kontroli, korumpuje.

Jest w Meksyku stronnictwo polityczne o nazwie Partia Rewolucyjno – Instytucjonalna. Ten przedziwny twór, zrodzony w toku rewolucji, na drodze dążenia obywateli do lepszego życia, rządził Meksykiem jako monopartia przez 71 lat. Oficjalnej ideologii PRI nie posiadała – ideologię zastępowała nieograniczona władza, nieograniczony dostęp do pieniędzy, mafijna struktura opierająca się na meksykańskich Mirach, Rychach, Zbychach. Pozostaje mieć nadzieję, że Donald Tusk, który przy okazji podróży do Ameryki Łacińskiej przyznał się do fascynacji tamtym regionem świata, nie zdoła wprowadzić do życia jego tradycji politycznych.

Read Full Post »