Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Krakowskie Przedmieście’

Nawet najwięksi protagoniści Jarosława Kaczyńskiego nie są w stanie zaprzeczyć oczywistemu faktowi, że były premier zorganizował 10 kwietnia 2011 manifestację polityczną. Odrzucając półsłówka, półśrodki, aluzje, lider Prawa i Sprawiedliwości jednoznacznie wciągnął Smoleńsk na sztandary przyszłej kampanii wyborczej. Bynajmniej nie jako  symbol żałoby. Przemawiając do tłumu na Krakowskim Przedmieściu Kaczyński nie celebrował żałoby – Kaczyński przemawiał w imieniu tych, których  „zdradzono o świcie”.

10 kwietnia 2011 był świętem Prawa i Sprawiedliwości. Te 7 tysięcy wyznawców (bo to słowo staje się coraz bardziej adekwatne) Jarosława Kaczyńskiego, kim by nie byli, to jednak jest siła. Siła, którą, paradoksalnie, włożyli Kaczyńskiemu w rękę małostkowi politycy Platformy Obywatelskiej, cynicznie odmawiając uczczenia tragicznie zmarłych.  W  niedzielę ulice polskich miast należały do Prawa i Sprawiedliwości. Ironicznie można zadać pytanie, gdzie byli tego dnia ludzie Palikota?  Siedzieli przed Internetem, zdolni bluzgać, ale niezdolni wyjść na ulicę. Jakiś pseudoartysta zorganizował w Gdańsku czy Poznaniu pożałowania godny happening „antysmoleński”. Przyszło 41 osób…

Dziś Jarosław Kaczyński ma siłę i autentyczne poparcie mas, a jestem przekonany, że ma też – choć przeciwnicy imputują mu cynizm – wewnętrzne przekonanie o słuszności obranej drogi. Stojąc naprzeciw Pałacu Prezydenckiego mówił nieprzypadkowo o Polsce solidarnej, pojawiło się nawet stwierdzenie o IV RP. To wszystko obserwatorów sceny politycznej może jedynie utwierdzać w przekonaniu, że oto dokonuje się retour Prawa i Sprawiedliwości, marsz, którego hasłem przewodnim będzie synteza starych i nowych ideałów – budowa Polski sprawiedliwej, Polski, za jaką życie oddał Prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński. Problem Kaczyńskiego polega jednak na tym, że on ten marsz już kilkakrotnie w życiu przeszedł.

Dzisiejszy styl działania prezesa Prawa i Sprawiedliwości pomimo zupełnie niepowtarzalnych okoliczności nie jest nowy. Marsze z pochodniami, demonstracje na Krakowskim Przedmieściu – to nawiązanie do owych marszy na Belweder sprzed dwudziestu lat. Wzywanie do budowy Polski solidarnej, Polski sprawiedliwej  – to powtórka tych samych haseł, które towarzyszyły PiS-owi w wygranej kampanii 2005 roku. Dla zagorzałych zwolenników PiS-u to wciąż ta sama wojna, którą obóz braci Kaczyńskich toczył ze zmiennym szczęściem przez dwudziestolecie. Ale nie jest to do końca prawdą.

Sześć, czy szesnaście lat temu Kaczyńscy występowali jako ludzie spoza głównego nurtu polityki, jako kontestatorzy zastanej (bo nie współtworzonej) rzeczywistości.  Dziś Prawo i Sprawiedliwość ma za sobą okres pragmatyzmu, targów i kompromisów, Marcinkiewiczów i Kaczmarków, Lepperów i Giertychów. A przede wszystkim dwa lata sprawowania władzy. I właśnie te dwa lata mogą okazać się główną przeszkodą w długofalowej strategii Jarosława Kaczyńskiego. Dziś Jarosław Kaczyński, odrzucając „chwasty”, z pietyzmem buduje nowy zakon. I gotów jest przeprowadzić ów zakon przez kolejne czterolecie rządów PO, do roku 2015. Pytanie brzmi, ilu z dzisiejszych wyznawców Prezesa gotowych jest na kolejny długi marsz? I ilu z nich ślepo zawierzy swemu przywódcy ryzykując, że na końcu owego marszu spotka ich – odwołajmy się po raz drugi do Herberta – „złote runo nicości”?

Reklamy

Read Full Post »

U zarania II RP, gdy malarz Niewiadomski zamordował prezydenta Narutowicza,  endecki publicysta Stanisław Stroński napisał słynny artykuł „Ciszej nad tą trumną”. Dziś, niemal pięć miesięcy po śmierci Lecha Kaczyńskiego, chciałoby się zakrzyknąć z szacunku dla tragicznie zmarłego prezydenta: „ciszej pod tym krzyżem”!

Otwieram gazetę. Sto trzydziesty drugi odcinek znanego nam wszystkim serialu mógłby nosić wzięty z Remarque’a tytuł „Pod krzyżem bez zmian”. Zepchnięci z reduty „obrońcy” ufortyfikowali się przed ministerstwem kultury i trwają, ożywieni religijnym duchem, niczym obrońcy Masady. I z tej i z tamtej strony nie brakuje determinacji, pojawia się także amunicja – tu pojemnik z gównem, tam granat. Nawet nadchodzące zimno i jesienne słoty nikomu nie straszne – oby tylko mediom nie znudziło się relacjonowanie konfliktu.

Ironizuję w tym momencie, ale gorzka to ironia. Bo tak naprawdę wcale mi nie do śmiechu. Nie bawi mnie, że w centrum europejskiej stolicy grupa fanatyków religijnych i wykluczonych społecznie ludzi okupuje wejście do miejsca urzędowania głowy państwa, a banda chamowatych wyrostków i hołoty spod znaku Palikota urządza sobie publiczne happeningi. Irytuje mnie, że Krakowskie Przedmieście stało się miejscem gorszących awantur, przepychanek, a wejście do pałacu prezydenckiego przypomina slumsy albo jakiś obóz uchodźców. Boli mnie, że Krzyż, znak mojej wiary, jest publicznie znieważany, a różne grupy wykorzystują symbol chrześcijaństwa do prymitywnych swarów.

Postać Lecha Kaczyńskiego była mi bliska. I bliskie mi były idee, które wyznawał zmarły Prezydent. A jedną z owych idei, mocno zresztą eksponowaną, było podniesienie prestiżu Rzeczypospolitej. To, o co walczył Kaczyński, to przywrócona godność Państwa, cześć dla jego urzędów i symboli. A dzisiaj te symbole są publicznie lżone, jakiś łebek szcza pod pałacem prezydenckim, jakiś stary wariat obrzuca pałac kałem. To nawet nie jest irytujące, to jest po prostu przykre.

Nie wiem czy krzyż przeniosą tu czy tam, czy pomnik ofiar katastrofy stanie na Krakowskim Przedmieściu, czy 500 metrów dalej. To są dla mnie sprawy z punktu widzenia Polski drugorzędne. Obchodzi mnie jedna rzecz – żeby zakończyć żenujący spektakl, który negatywnie rzutuje na autorytet państwa.

Chciałbym, żeby w Polsce zaczęto dyskutować o sprawach ważnych. Chciałbym, aby prawda o katastrofie smoleńskiej ujrzała kiedyś światło dzienne, chciałbym też, żeby opozycja zaczęła rozliczać rząd Tuska z jego uderzających obywateli po kieszeniach posunięć. Ale żeby rozpoczęła się poważna debata o Polsce, wpierw pod krzyżem musi zapaść cisza.

Read Full Post »