Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘katastrofa smoleńska’

Przed ponad sześćdziesięciu laty kresowy pisarz i publicysta, wspominał w emigracyjnym tygodniku „Lwów i Wilno” rocznicę Traktatu Ryskiego. Cztery lata po ujawnieniu zbrodni katyńskiej, po zupełnej katastrofie polskiej polityki wschodniej, Pawlikowski szukał genezy tragedii.

I znalazł ją – w małostkowości, w ciasnocie horyzontów polskiej polityki. Polityki, która wyrzekła się w minimalistycznym Traktacie Ryskim w marcu 1921 roku ponad miliona Polaków zamieszkujących ziemie nad Dnieprem i Berezyną. Pisał:

Nie jestem mistykiem. A jednak nie mogę oprzeć się myśli, że jest jakaś nić – straszna i czerwona – która łączy Traktat Ryski z naszą dzisiejszą tragedią narodową. Biegnie ta nić, wijąc się fantastycznie, niemal kapryśnie, od mogił pomordowanych, a za życia odartych ze skóry ułanów pod Rohaczewem i Niemirowem, do miejsca kaźni pułkownika Mościckiego w borach słuckich, gdzie trzy lata później wytknięto granicę ryską. Później biegnie ta nić do sali sejmowej, gdzie zabrzmiało z galerii słowo „Kainie!…” Gubi się ta nić na lat dwadzieścia, by później zabłysnąć krwawo nad Katyniem. Później nad Wilnem, gdy „sprzymierzeńcy” likwidowali Armię Krajową… I wreszcie zatrzymuje się ta nić czerwona wśród wystygłych rumowisk Warszawy. Zatrzymuje się – na jak długo?

W kwietniu 2010 roku, niska, płytka kalkulacja sprawiła, że do Smoleńska poleciały dwie delegacje. Delegacja prezydencka – po śmierć.

Czerwona nić zatoczyła koło.

Read Full Post »

Nawet najwięksi protagoniści Jarosława Kaczyńskiego nie są w stanie zaprzeczyć oczywistemu faktowi, że były premier zorganizował 10 kwietnia 2011 manifestację polityczną. Odrzucając półsłówka, półśrodki, aluzje, lider Prawa i Sprawiedliwości jednoznacznie wciągnął Smoleńsk na sztandary przyszłej kampanii wyborczej. Bynajmniej nie jako  symbol żałoby. Przemawiając do tłumu na Krakowskim Przedmieściu Kaczyński nie celebrował żałoby – Kaczyński przemawiał w imieniu tych, których  „zdradzono o świcie”.

10 kwietnia 2011 był świętem Prawa i Sprawiedliwości. Te 7 tysięcy wyznawców (bo to słowo staje się coraz bardziej adekwatne) Jarosława Kaczyńskiego, kim by nie byli, to jednak jest siła. Siła, którą, paradoksalnie, włożyli Kaczyńskiemu w rękę małostkowi politycy Platformy Obywatelskiej, cynicznie odmawiając uczczenia tragicznie zmarłych.  W  niedzielę ulice polskich miast należały do Prawa i Sprawiedliwości. Ironicznie można zadać pytanie, gdzie byli tego dnia ludzie Palikota?  Siedzieli przed Internetem, zdolni bluzgać, ale niezdolni wyjść na ulicę. Jakiś pseudoartysta zorganizował w Gdańsku czy Poznaniu pożałowania godny happening „antysmoleński”. Przyszło 41 osób…

Dziś Jarosław Kaczyński ma siłę i autentyczne poparcie mas, a jestem przekonany, że ma też – choć przeciwnicy imputują mu cynizm – wewnętrzne przekonanie o słuszności obranej drogi. Stojąc naprzeciw Pałacu Prezydenckiego mówił nieprzypadkowo o Polsce solidarnej, pojawiło się nawet stwierdzenie o IV RP. To wszystko obserwatorów sceny politycznej może jedynie utwierdzać w przekonaniu, że oto dokonuje się retour Prawa i Sprawiedliwości, marsz, którego hasłem przewodnim będzie synteza starych i nowych ideałów – budowa Polski sprawiedliwej, Polski, za jaką życie oddał Prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński. Problem Kaczyńskiego polega jednak na tym, że on ten marsz już kilkakrotnie w życiu przeszedł.

Dzisiejszy styl działania prezesa Prawa i Sprawiedliwości pomimo zupełnie niepowtarzalnych okoliczności nie jest nowy. Marsze z pochodniami, demonstracje na Krakowskim Przedmieściu – to nawiązanie do owych marszy na Belweder sprzed dwudziestu lat. Wzywanie do budowy Polski solidarnej, Polski sprawiedliwej  – to powtórka tych samych haseł, które towarzyszyły PiS-owi w wygranej kampanii 2005 roku. Dla zagorzałych zwolenników PiS-u to wciąż ta sama wojna, którą obóz braci Kaczyńskich toczył ze zmiennym szczęściem przez dwudziestolecie. Ale nie jest to do końca prawdą.

Sześć, czy szesnaście lat temu Kaczyńscy występowali jako ludzie spoza głównego nurtu polityki, jako kontestatorzy zastanej (bo nie współtworzonej) rzeczywistości.  Dziś Prawo i Sprawiedliwość ma za sobą okres pragmatyzmu, targów i kompromisów, Marcinkiewiczów i Kaczmarków, Lepperów i Giertychów. A przede wszystkim dwa lata sprawowania władzy. I właśnie te dwa lata mogą okazać się główną przeszkodą w długofalowej strategii Jarosława Kaczyńskiego. Dziś Jarosław Kaczyński, odrzucając „chwasty”, z pietyzmem buduje nowy zakon. I gotów jest przeprowadzić ów zakon przez kolejne czterolecie rządów PO, do roku 2015. Pytanie brzmi, ilu z dzisiejszych wyznawców Prezesa gotowych jest na kolejny długi marsz? I ilu z nich ślepo zawierzy swemu przywódcy ryzykując, że na końcu owego marszu spotka ich – odwołajmy się po raz drugi do Herberta – „złote runo nicości”?

Read Full Post »

Nie dalej jak kilka dni temu ukazał się w jednej z ogólnopolskich gazet wywiad z byłą minister spraw zagranicznych Anną Fotygą. Pani minister wypowiadała się na temat spraw przeszłych i bieżących, dotykała kwestii katastrofy smoleńskiej i jakości debaty publicznej. Padły mocne stwierdzenia – o zamachu, przemyśle nienawiści, posypały się oskarżenia. Przede wszystkim jednak uwidoczniły się emocje.

Anna Fotyga nie jest postacią z mojej bajki, ale nie o jej poglądach chciałbym pisać. Bo w słowach, które wyczytałem w wywiadzie, nie odnalazłem poglądów, wizji, koncepcji, lecz złość, żal, gorycz. Może to była frustracja niemedialnego, kontrowersyjnego polityka, którego czas już minął – na pewno rozgoryczenie kobiety ewidentnie obśmiewanej w mediach, której karykaturalne fotografie krążą po dzień dzisiejszy w internecie.

Krytykuje się obecnie Jarosława Kaczyńskiego – za krzyż, za zdjęcia w Sejmie, za rzekome wykorzystywanie tragedii smoleńskiej. Wśród krytykujących są jednak ci, którzy jednocześnie promują cynicznego polityka, który tak boleśnie, tak okrutnie zagrał na najwrażliwszej strunie byłego premiera. Różne miary i standardy?

Zgadzam się z tymi, którzy mówią, że krzyż powinien przestać dzielić, że z Sejmu nie należy robić mauzoleum, że Polsce potrzebne jest myślenie o przyszłości, o wyzwaniach jutra, że nie godzi się uprawiać polityki nad trumnami.

Ale może z drugiej strony ktoś powinien w końcu przeprosić, uderzyć się w piersi, cofnąć niesprawiedliwe słowo, zrobić rachunek sumienia. Może uśmiech powinien zejść z pewnych twarzy, bo nieprzyzwoicie na nich wygląda.

Read Full Post »