Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘joanna kluzik – rostkowska’

Ugrupowanie Polska Jest Najważniejsza, nie wyszedłszy jeszcze z politycznych pieleszy, przeżyło wstrząs, który zakończyłby żywot niejednej partii. Harakiri Joanny Kluzik – Rostkowskiej – bo tak każdy rozsądny obserwator sceny politycznej musi określić pójście posłanki do Tuska – doczekało się setek komentarzy, z których tylko nieliczne bronią byłej szefowej (o ironio!) „kluzików”. Od strony politycznej skrajna naiwność, od strony etycznej … spuśćmy zasłonę milczenia. Cała afera Kluzikowej jest jednak o tyle ciekawa, że stanowi dobry przedmiot analizy większego procesu politycznego, jakim jest powstanie oraz zmierzch (i odrodzenie?) PJN.

Dzisiejsze kłopoty PJN bynajmniej nie zaczęły się w momencie politycznego sporu Kluzik – Rostkowskiej z resztą klubu poselskiego i nawet nie w chwili wybuchu żenującej afery z Bielanem i okupacją strony internetowej. Przyczyna tkwił głębiej – już w samej genezie stronnictwa. Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość, powstając w okresie totalnego rozpadu struktur polskiej prawicy, podzieliły między siebie znaczną część sceny politycznej, a linię podziałów szczelnie zabetonowały. Próba wbicia się klinem między dwa wymienione molochy do tej pory zawsze kończyła się porażką. Ale nawet porażka może różnić się jakościowo. Marek Jurek, rezygnując z fotela marszałka Sejmu, wychodząc z PiS i tworząc Prawicę RP, reprezentował sobą jakąś sprawę, miał kręgosłup i nawet najgorsi przeciwnicy nie mogli mu zarzucić koniunkturalizmu. Założyciele PJN wybrali inny scenariusz. Liderzy rozłamowego środowiska, tacy jak Kluzik – Rostkowska, czy Poncyliusz, odeszli w momencie, gdy stracili w PiS wpływy, znaczenie, zostali zmarginalizowani przez inne wewnątrzpartyjne frakcje. Co gorsza – odeszli robiąc rejwach przed samymi wyborami samorządowymi. A wystarczyło wyczekać dwa tygodnie, a nawet – paradoksalnie – popracować na sukces PiS-u. Cierpliwość jest w polityce wielkim darem. Jarosław Kaczyński rozumie to znakomicie i umie czekać, Joanna Kluzik – Rostkowska i kilku jej kolegów musi się jeszcze wiele nauczyć.

Sam moment powstania PJN nie był jednak najgorszym z błędów założycieli nowej formacji. Dużo gorsze były motywy kierujące grupą kierowniczą nowej partii. Historia ostatniego dwudziestolecia pokazuje, że partie polityczne można w Polsce zakładać kierując się różnymi przesłankami – dla żartu, autopromocji, w celach biznesowych i towarzyskich. Jeżeli jednak chce się aktywnie uczestniczyć w życiu politycznym, trzeba mieć oprócz powyższych inspiracji jakąś żyźniejszą glebę. Ale tym żyznym podłożem nie może być nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego, a taki motyw działań przyświecał przynajmniej kilku czołowym działaczom PJN-u. Joanna Kluzik – Rostkowska jest tu koronnym przykładem, jest jednak przykład jeszcze bardziej symptomatyczny. Myślę o niejakim Janie Filipie Libickim, synu Marcina Libickiego i członku tzw. klanu Libickich. Wspomniany poseł wystąpił z PiS po skreśleniu jego ojca (ze względu na zawirowania związanie z oświadczeniem lustracyjnym) z listy kandydatów do Europarlamentu w 2009 r. W PJN Libicki był zwolennikiem ostrego kursu antypisowskiego – nieważne, że ze szkodą dla formacji, która, było nie było, z PiS-u się wywodziła. Lepiej zaprzeczyć 5, czy 8 latom własnej działalności, niż powiedzieć jedno dobre słowo o Prezesie Ostatnio Libicki zanegował nawet istnienie dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego. Obecnie ta wyjątkowo antypatyczna persona porzuciła PJN i szykuje się do startu z PO.

PJN-u na takich osobach jak Kluzik – Rostkowska, Libicki, zbudować się nie dało, po prostu nie dało. Dzisiaj te persona opuszczają PJN, aby dalej prowadzić polityczną vendettę przeciw Kaczyńskiemu. Choćby z Tuskiem, Niesiołowskim, choćby nawet z Palikotem. A co z PJN? Moim zdaniem PJN wyjdzie to tylko na zdrowie.

Dzisiaj, bodaj po raz pierwszy od powstania, członkowie PJN-u mogą się wreszcie policzyć. Dzisiaj po raz pierwszy mogą powiedzieć o sobie – jesteśmy centroprawicową formacją o profilu konserwatywno – liberalnym. Dziś wreszcie PJN-em kieruje poważny człowiek, rozsądny polityk i – co najważniejsze – kapitan, który ostatni zejdzie z pokładu. I który nie kieruje się fobiami, uprzedzeniami w rodzaju „z każdym byle nie z PiS”, lecz – w co wierzę – zdrowym rozsądkiem. Paweł Kowal ma dziś może niewielkie szanse żeby okręt pod nazwą PJN utrzymać na wzburzonych falach – z Kluzik – Rostkowską okręt ten musowo poszedł by na dno.

Read Full Post »

W jednym z ostatnich numerów „The Economist” ukazała się totalna krytyka rządu Donalda Tuska. Jej osią był zarzut o fasadowość deklarowanych reform, przykrytą szumnymi, ale pustymi frazesami. Deficyt budżetowy rzędu 7,9 proc. PKB, fatalny stan infrastruktury, brak działań w kierunku rozwiązania problemu emerytur służb mundurowych – to tylko garść zarzutów, jakie brytyjski tygodnik stawia gabinetowi Tuska. Jeżeli do tego dodać brak sukcesów w polityce zagranicznej, jeżeli przypomnieć szykowany zamach na emerytury, zwiększenie VAT na książki, otrzymujemy mocno niepokojący obraz poczynań obozu władzy.

Poważne gazety, niezależni eksperci wieszczą zapaść polskiej gospodarki – to prawda. A raczej jedna z prawd. I nie możemy zapomnieć, że oprócz niej jest jeszcze inna. Ta, która we wszystkich możliwych sondażach wyborczych daje Platformie Obywatelskiej 40 do 50 proc. poparcia i która w rzędzie najpopularniejszych polskich polityków hurtem wymienia Tuska, Buzka, Komorowskiego i kilku innych polityków PO.  Te sondaże, to poparcie nie są jedynie wymysłem mediów, zaklinaniem rzeczywistości. To także prawda – niezależnie od wszystkiego, a nawet wbrew wszystkiemu.

Rząd Tuska na pewno nie jest najlepszym polskim rządem po 1989 roku, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że w ogóle nie jest rządem dobrym.  A jednak jest na swój sposób gabinetem wyjątkowym, wręcz fenomenalnym. Udało mu się bowiem złamać zasadę, która w polityce jest może nawet bardziej bezwzględna niż w życiu, a która mówi, że za wszystkie błędy się płaci. Za swoje błędy zapłaciła AWS, zapłacili Leszek Miller i Jarosław Kaczyński.  Tusk jako premier popełnił masę błędów, poczynając od infantylnej polityki zagranicznej, skończywszy na ostatnim skoku na kasę przyszłych emerytów.  Dziś, uprawiając przede wszystkim demagogię zamiast polityki działa a conto, ale polityczna arytmetyka nie zna pojęcia umorzenia długu. Za błędy Tuska i jego ministrów zapłaci w przyszłości bezkrytyczne dziś społeczeństwo.

Pomimo daleko posuniętego sceptycyzmu wobec dokonań gabinetu Donalda Tuska i działalności Platformy Obywatelskiej, nie obwiniałbym jej zbyt mocno. Więcej – rodzi się we mnie podziw. Bo Platforma, jaka by nie była, gra w tym sensie fair, że trzyma się reguł systemu politycznego, w jakim przyszło jej działać. W demokracji zwycięża ten, kto kupuje tłumy, a Donald Tusk posiadł tę umiejętność w stopniu wystarczającym do rządzenia przez dobrą dekadę. Jeżeli społeczeństwu wystarcza, że Tusk od czasu do czasu zgilotynuje któregoś z ministrów albo uściśnie rękę możnym tego świata albo wykona jakiś przyjazny (obojętnie wobec kogo) gest – to jest problem społeczeństwa i jego percepcji rzeczywistości. Nie rządu, który administruje, jak mu słupki sondażowe wskazują. A te pozwalają dziś na wiele.

Kluczem do zmiany sytuacji w Polsce nie są dziś rząd, prezydent, Platforma. Oni korzystają z okazji, niesieni wiatrem poparcia, za co, powtarzam, trudno ich winić. Kluczem do zmian w Polsce jest opozycja. I tu dochodzimy do sedna dramatu. Bowiem ile by Platforma nie kręciła przy OFE, gdzie by jeszcze nie sięgnęła po pieniądze, czego by nie spieprzyła – wszystko jej będzie odpuszczone. Dopóki opozycja nie obudzi się z letargu, Platforma może buszować niczym myszy w zbożu. Hulaj dusza piekła nie ma.

Dobro życia publicznego w Polsce wymaga zrównoważonej, kontrolującej rząd opozycji. Prawo i Sprawiedliwość przestało pełnić taką rolę w momencie, gdy zeszło ze sfery realnej polityki w sferę mitów, podejrzeń, frustracji. Szybkości, z jaką Jarosław Kaczyński przeistoczył się na oczach Polaków z męża stanu w ponurego, złośliwego gnoma, dorównuje jedynie szybkość, z jaką rośnie pycha u premiera Tuska, czy prezydenta Komorowskiego.  Kaczyński, który jest człowiekiem o ogromnej inteligencji, może jednym z niewielu, którzy mają przed oczyma wizję przyszłości Polski, zaprzepaścił szansę realizacji swych idei.  Tusk, który żadnej wizji, choćby głupiej, choćby niedosiężnej, nie posiada, dziś zbiera frukta degrengolady PiS-u. W przypływie szczerości mógłby zakrzyknąć Kaczyńskiemu do ucha: miałeś chamie złoty róg!

Trudno bawić się w proroka (szczególnie we własnym kraju) i przewidywać sekwencję wydarzeń w polityce. Trudno domniemywać, czy prawicowa opozycja zacznie pełnić swoją rolę, czy też osiądzie na mieliźnie, przygnieciona ciężarem Kuchcińskich, Płaszczaków i swego Prezesa? Czy też może wszystko, co na prawo od Platformy pozostało rozsądne, rozważne, myślące o żywych, a nie o umarłych, pójdzie do Kluzik – Rostkowskiej i zbuduje nowoczesną centroprawicę? Jeden wniosek można wysnuć naprędce. Jeżeli nic się nie zmieni i nic nie drgnie w szeregach opozycji, to choćby Platforma była partią z aniołów złożoną (a nie jest), państwo na tym ucierpi. Bo władza, a zwłaszcza władza absolutna i pozbawiona kontroli, korumpuje.

Jest w Meksyku stronnictwo polityczne o nazwie Partia Rewolucyjno – Instytucjonalna. Ten przedziwny twór, zrodzony w toku rewolucji, na drodze dążenia obywateli do lepszego życia, rządził Meksykiem jako monopartia przez 71 lat. Oficjalnej ideologii PRI nie posiadała – ideologię zastępowała nieograniczona władza, nieograniczony dostęp do pieniędzy, mafijna struktura opierająca się na meksykańskich Mirach, Rychach, Zbychach. Pozostaje mieć nadzieję, że Donald Tusk, który przy okazji podróży do Ameryki Łacińskiej przyznał się do fascynacji tamtym regionem świata, nie zdoła wprowadzić do życia jego tradycji politycznych.

Read Full Post »