Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘jerzy stępień’

W minioną sobotę gościłem na obchodach trzydziestolecia „Solidarności” w Kielcach. Obecny na uroczystości sędzia Jerzy Stępień, osoba kontrowersyjna, ale przy tym mająca coś do powiedzenia, podzielił się z zebranymi własną refleksją na temat związku. Komentując rocznicowy zjazd w Gdyni nie potępił, jak to robi większość komentatorów, kontrowersyjnych wystąpień Krzywonosowej, Tuska, czy Kaczyńskiego. Nie potępił, gdyż dostrzegł w nich autentyczność podziałów, które także w 1980 roku targały stoczniowcami. Bez tych podziałów związek byłby fasadą. W 1980 były rozmowy, kłótnie i rozterki, padały zdania mądre i głupie stwierdzenia, ale właśnie z tego wykuwały się myśl, program, idea.

Otwieram przy porannej kawie lokalne gazety. Czytam, staram się analizować i bezskutecznie dopatruję się treści. Po półgodzinnej lekturze wiem, że pan X otworzył dożynki, Pani Y umieszcza swoje dossier w prasie (będzie kandydować), a Pan Z napisał komentarz polityczny, w którym jak zawsze czarne jest czarne, białe jest białe. Oświadczenia, komentarze i opinie, które łączy jedna wspólna cecha – pustosłowie.

Dlaczego ze wszystkich zdań wypowiedzianych na obchodach utkwiła mi w pamięci właśnie myśl Stępnia? Dlatego, że w dzisiejszej Polsce dramatycznie brakuje dyskursu publicznego, dlatego, że brakuje sporów i polemik o realnych problemach. Nie obchodzą mnie pierdoły serwowane przez TVN, nie obchodzi mnie błazen Palikot i krzyż na Krakowskim Przedmieściu, nie interesuje mnie, ile waży żona Komorowskiego i kiedy Marta Kaczyńska oddała klucze do pałacu prezydenckiego. To są tematy zastępcze, surogaty, jakaś plastikowa metapolityka.

Zbliżają się wybory samorządowe. Logika podpowiada, że koniec kadencji to czas podsumowań. Ale niestety – logika zawodzi. U nas kampania wyborcza nie jest czasem podsumowań, dyskusji, sporów i analiz, u nas się tylko obiecuje, przekonuje, przemawia. Wszystko a conto, w czasie przyszłym, z zaimkiem osobowym „ja” albo „my”.

Chciałbym usłyszeć poważną dyskusję o naszym mieście. Chciałbym, żeby w dyskusji tej sięgnięto w przeszłość. Chciałbym, żeby wreszcie ktoś powiedział: tego nie zrobiliśmy, tamto zawaliliśmy, tu nie daliśmy rady. Żeby rządzący i pretendujący do rządzenia spierali się nie o stołki, ale o wizje i programy, żeby do Rady Miasta nie kandydowali ludzie, którzy chcą rewaloryzować emerytury albo likwidować ZUS (bo i tacy startują), ale ci, którzy mają coś do zaproponowania swym wyborcom. Chciałbym, żeby spory rozgrywano w prasie, na forum publicznym, a nie w cieniu gabinetów – żeby buldogi wyszły wreszcie spod dywanu.

Reklamy

Read Full Post »