Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘igrzysma olimpijskie’

            Minął półmetek XXX Igrzysk Olimpijskich. Dość ryzykownym jest formułować jakieś kategoryczne oceny (choć pierwsze podsumowania formy polskich sportowców czy też jakości transmisji w TVP pojawiły się już po 2,3 dniach), aby za tydzień nie trzeba się było ugryźć w język. Tym niemniej kilku refleksji, niezależnie od czekających nas niespodzianek medalowych, już się raczej nie da odwrócić.

            Sport z dekady na dekadę i z roku na rok ulega profesjonalizacji a na uprawianie poszczególnych dyscyplin na poziomie amatorskim mogą pozwolić już tylko egzotyczne drużyny, nieuczestniczące w „wyścigu zbrojeń”. Wydolność ludzkiego organizmu, która zbliża się do granic możliwości, coraz mocniej stymulowana jest przez technologię i medycynę. Czasem – jak w przypadku Oskara Pistoriusa, biegacza z protezami z włókna węglowego zamiast nóg – prowadzi to do zasadniczych pytań o etyczne granice ingerencji nauki w ludzki organizm.

            Olimpiada przestaje być areną jedynie sportowych zmagań. 100 chińskich medali w Pekinie (w tym aż 51 złotych) wobec 63 w Atenach wskazuje, jak intensywnie niektóre kraje przygotowują się do olimpijskich zmagań. Kilka dni temu czytałem artykuł o szkoleniu dzieci w ChRL. W 3 tysiącach szkół sportowych trenuje 400 tysięcy uczniów! Demografia oraz olbrzymi nakład sił i środków pozwalają wyłonić tych, którzy za kilka lat z powodzeniem będą bić się o olimpijskie złoto. W Londynie po 8 dniach Igrzysk Olimpijskich Chiny mają 53 medale i ścigają się w klasyfikacji z USA. Kto wie, może za 4 lata w Rio lub za 8 lat w Madrycie, Tokio bądź Stambule skośnoocy olimpijczycy zupełnie zdominują znaczną część dyscyplin.

            Tak jak już dziś zdominowali tenis stołowy czy badminton. Smutnym tego epizodem sprzed kilku dni jest dyskwalifikacja czterech par badmintonowych – dwóch z Chin i dwóch z Korei Południowej – za ustawiane wyników meczów, bo tak chyba należy rozumieć dążenie do umyślnego przegrania rywalizacji celem uniknięcia pojedynków par z jednego kraju w kolejnej rundzie turnieju. Zastrzeżenia do rywalizacji zgodnej z duchem Olimpiady nie dotyczą oczywiście tylko tej jednej dyscypliny. Na przykład, dziennikarze sportowi od lat piszą o rządzącej światowym judo japońskiej mafii sędziowskiej.

            A jak na tym nieciekawym tle rysują się sportowe wyniki Polaków?  Dumni oczywiście jesteśmy ze zdobytych medali, tym bardziej, że w wielu dyscyplinach medale (wioślarstwo, strzelectwo) krążki te będą pojedynczymi rodzynkami. Ale złoto, srebro i brąz, które polscy sportowcy już dobyli i jeszcze zdobędą, nie są w stanie przesłonić ciemnych stron polskiego startu na Igrzyskach Olimpijskich oraz faktu, że bardzo ciężko będzie przebić (obym się mylił) liczę 10 medali zdobytych w Pekinie. Po prostu polscy olimpijczycy – mówiąc dosadnie – póki co zawodzą.

            Zachwyceni sukcesami siatkarzy nie możemy zapominać, że w większości dyscyplin, zamiast czynić postępy, cofamy się. Jak dotąd żaden polski sportowiec nie poprawił w Londynie swojej życiówki. Z takimi wynikami i takim postępem sportowym większość tych, których oglądamy na bieżni, parkiecie, macie, planszy czy w basenie będzie miała ogromny problem w ogóle zakwalifikować się na Igrzyska w Rio. A następców w wielu sportowych dyscyplinach po prostu nie widać.

            Z czego wynikają słabe wyniki osiągane w Londynie? Można oczywiście mówić o gorszej dyspozycji dnia, pechu, czy nawet dyskusyjnej decyzji sędziów (judoka Zagrodnik), ale trudno spostrzeżenia te stosować do wszystkich dyscyplin i do występujących w nich ponad 200 zawodników. A przecież w wielu dyscyplinach, także w tych, w których w przeszłości dominowaliśmy, w Londynie ponieśliśmy zupełną klęskę. Polskie pływanie, święcące tryumfy w Atenach, obecnie nie istnieje, bez medalu wrócili szermierze, judocy, kajakarze. Honor wioślarstwa, po szumnych i pustych zapowiedziach przedolimpijskich, uratowały dwie panie.

            Nie jest dobrze także w tych dyscyplinach, w których odnosimy względne sukcesy. Do Adriana Zielińskiego wielkie szanse ma dołączyć mocny w tym roku Marcin Dołęga, ale właśnie – może paradoksalnie – sukces Zielińskiego obnażył niezdrowe zasady, panujące w Polskim Związku Podnoszenia Ciężarów. Złoty medalista z Londynu, ma obecnie postępowanie dyscyplinarne za samowolny, dokonany za jego własne pieniądze, wybór ośrodka treningowego. Wypada mieć nadzieje, że panowie działacze jednak przyznają, że Zieliński miał rację, jadąc do Gruzji i przygotowując formę na złoto. Pytanie tylko o kompetencje tych, którzy mu tego wyjazdu chcieli zabronić.

            Nie mam wątpliwości, że sprawa Zielińskiego i PZPC to tylko wierzchołek góry lodowej. Tyle tylko, że o większości przykładów wszechwładzy działaczy sportowych w mało medialnych, hermetycznych dyscyplinach, zapewne nigdy się nie dowiemy. A to właśnie tam w dużej mierze tkwi praprzyczyna tego, że musimy drżeć, aby XXX Igrzyska Olimpijskie nie okazały się najgorszymi pod względem zdobytych medali od lat 50. (nigdy, po 1956 roku, Polska nie zdobyła mniej niż 9 medali).

            Nawet, jeżeli w jakiejś dyscyplinie Polacy zaczynają odnosić sukcesy, to brakuje ich kontynuacji. Najlepszy będzie tu przykład Adama Małysza, ogromnego wzrostu popularności skoków narciarskich, dekady sukcesów i posuchy, jaka zapanowała po odejściu orła z Wisły.. To samo zjawisko można przenieść na wiele letnich dyscyplin olimpijskich. Gdzie są dziś następcy Otylii Jędrzejczak, Roberta Korzeniowskiego, zapaśników z Atlanty?

            Jasnym jest, że w wielu przypadkach wpływ na osiągane wyniki polskich sportowców ma cały system szkolenia i finansowania sportu. Pisałem kiedyś na tym blogu felieton o stypendiach sportowych w rodzinnym Ostrowcu Świętokrzyskim. Najwięcej dostają mierni piłkarze. A realne sukcesy na arenie międzynarodowej, w mniej popularnych sportach, są wyceniane kilkakrotnie niżej.

            I tu w znacznej mierze tkwi przyczyna, że polscy sportowcy zawodzą. Jedynie odpowiedni system promocji sportu może zaowocować zwiększoną konkurencją i selekcją, jedynie odpowiedni stopień motywacji, także tej finansowej, może stanowić najkrótszą drogę do olimpijskiego sukcesu. Tymczasem dziś przeciętny pływak czy lekkoatleta stoi na końcu łańcucha, w którym prominentne miejsca zajmują urzędnicy, związki i działacze. I to oni przeżerają większość pieniędzy, które należałoby zainwestować w sport amatorski. Bo jestem przekonany, że z wielu inwestycji, ta właśnie, w wymiarze społecznym, przyniosłaby realne korzyści.

            Dziś czytam, że Adrian Zieliński rozważa zmianę barw reprezentacyjnych. Nie dziwię się młodemu sportowcowi, że wyrzuca żale teraz, kiedy jego nazwisko znajduje się w nagłówkach większości gazet. Wszak nie walczy o jakieś niewiarygodny kontrakt, tylko o możliwość spokojnego przygotowania się do kolejnych startów i kolejnych zwycięstw. A nie da się żyć powietrzem. Mam nadzieję, że osiągnie porozumienie z PZPC, gdyż w przeciwnym wypadku mielibyśmy koronny przykład zrujnowania z mozołem budowanego sukcesu. A na taką ruinę polskiego spory po prostu nie stać.

            Chciałbym, żeby w klasyfikacji medalowej Polska dobiła do wyniku sprzed czterech i ośmiu lat. Tak sobie jednak myślę, że jeżeli nie dobije, to może wreszcie da to jakiś impuls do zmian. Bo to żadna przyjemność oglądać, jak w kolejnych dyscyplinach inne federacje nam coraz bardziej uciekają. Czas zacząć gonić świat, jeżeli nie chcemy oglądać własnych sportowców w roli asystentów w sukcesach, które osiągają inni.

Read Full Post »