Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘henryka krzywonos’

Około dwa tygodnie temu kupiłem w kieleckiej księgarni jeden z siedmiu tomów wydanej przez IPN monografii „NSZZ Solidarność 1980 – 1989”. Choć na pozór nie ma nic niezwykłego w tym, że czołowa instytucja naukowa wydaje rocznicowe opracowanie na temat ważnego ruchu społecznego, jest to jednak fakt godny odnotowania. Jeżeli bowiem chciałbym jako historyk polecić jakąś pozycję dotyczącą historii „Solidarności” z okresu li tylko 1980 – 1981, musiałbym chyba sięgnąć po pracę Jerzego Holzera. Wydaną w Paryżu, w roku 1984!

Czy nie wydaje się zastanawiającym, dlaczego wielomilionowy ruch społeczny, który tak zdecydowanie wpłynął na najnowszą historię Polski, nie doczekał się jak dotąd porządnej historycznej monografii? Czy nie jest dziwnym, że choć wydano dziesiątki lepszych czy gorszych opracowań socjologicznych i politologicznych, drugie dziesiątki różnej wartości wspomnień i kiczowatych z reguły pozycji albumowych, tak niewielu historyków odważyło się dotknąć sedna tematu – dat, faktów, nazwisk?

Obserwowaliśmy nie tak dawno słynny już rocznicowy zjazd Solidarności w Gdyni i emocjonalne wystąpienie pani Henryki Krzywonos. Była tramwajarka została w mig okrzyknięta przez „salon” czołową bohaterką Sierpnia, zaczęła robić karierę w mediach, a dziś słyszę, że została zaproszona na kongres poparcia Palikota. Podobnych przypadków w przeciągu ostatnich lat było bez liku – a to kogoś, stalinowską praktyką, w ogóle się wymazuje z historii, a to pojawiają się różni nowi, skrojeni wedle politycznych potrzeb, bohaterowie.

Nie odbieram pani Krzywonos historycznych zasług, ani nie obwiniam o grzebanie w historii jednej tylko opcji postsolidarnościowej, ale staram się na powyższym przykładzie ukazać istniejący problem. Oto bowiem trzydzieści lat od powstania „Solidarności” i dwadzieścia lat od wygrania przez nią wyborów, historia ruchu wciąż jest jednym wielkim mitem, opowieścią o zasługach, ulotkach i styropianie, z której każdy wybiera to, co mu najbardziej pasuje.

Kilka lat temu wyszła głośna książka Cenckiewicza i Gontarczyka o Lechu Wałęsie. Na obu historyków został wylany przez obrońców wielkości byłego prezydenta kubeł pomyj. Bynajmniej nie za to, że książka była paszkwilem w stylu Wyszkowskiego. Wówczas „salon” miałby jeszcze jeden dowód oszołomstwa i ślepej nienawiści „nadwornych historyków PiS-u”. Problem leżał w tym, że książka naukowców z IPN-u była pracą, której niczego od strony formalnej nie można było zarzucić. Przeciwnikom „odbrązawiania” Wałęsy pozostał jedynie arsenał inwektyw. Tabu zostało przełamane.

Monumentalna, siedmiotomowa, napisana przez sześćdziesięciu autorów publikacja IPN poświęcona historii „Solidarności” z pewnością wzbudzi ogromne kontrowersje. Otwieram indeks i widzę wymienionych z imienia i nazwiska kilkudziesięciu donosicieli. Wymienionych nie na liście Wildsteina, nie w anonimowej broszurze, lecz w poważnej publikacji naukowej, którą ktoś sygnuje własnym nazwiskiem. Po trzydziestu latach od powstania związku wreszcie przestano Polakom serwować lukrowane historie, a zaczęto pisać poważnie o rzeczach niekoniecznie dla wszystkich wygodnych.

Monografia „Solidarności” nie obali mitu wielkiego dziesięciomilionowego ruchu, gdyż mit ten trwale zakorzenił się w naszej świadomości. Ale być może choć w pewnym stopniu go zweryfikuje. Z pożytkiem dla nas samych, bo, jak pisał Józef Mackiewicz, tylko prawda jest ciekawa.

Read Full Post »