Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘17 września 1939’

„(…)Usnął park, już znużony po wyroku więzień,

Co śmierci się na jawie rozważać nie waży

Za to snem się zawczasu z jej bezwładem brata…

…Kiedy żar łun ostatnich między pnie się wgniata,

noc narasta od wschodu…”

Beata Obertyńska, 1939

17 września 1939 Sowieci, realizując postanowienia tajnego protokołu paktu Ribbentrop – Mołotow, zdradziecko napadli na Polskę. Ziścił się czarny sen marszałka Piłsudskiego o wojnie na dwa fronty – wojnie beznadziejnej, bo z góry przegranej. Trudno zresztą mówić o wojnie, która nawet formalnie nie została wypowiedziana. Z jednej strony 700 tysięcy krasnoarmiejców, z drugiej nieliczne bataliony KOP-u i wojska, harcerze, policjanci, ludność cywilna, strażnice wojskowe na Podolu i bohaterskie Grodno. Nie było pięknej epopei, słów o honorze i szarż ułańskich – była krótka, bandycka napaść i gangsterski „nóż w plecy”. Potem zaś tylko cisza, przerywana strzałami Katynia i gwizdem lokomotyw wywożących Polaków na wschód.

A jednocześnie z końcem sowieckiej napaści rozpoczęła się inna wojna, długa, ciągnąca za sobą rozczarowania i klęski – wojna o prawdę i pamięć. W walce tej Polacy mieli przeciw sobie nie tylko sowiecką machinę propagandy, głoszącą o wkroczeniu na polskie terytorium w imię ratowania Białorusinów i Ukraińców, nie tylko zachodnią prasę, od 1941 zachwycającą się „wujaszkiem Joe”, ale i rodzimych zdrajców i własne słabości i zaniechania. Było coś wzniosłego i tragicznego w samobójczej śmierci Szmula Zygielbojma w proteście przeciw bierności świata względem holocaustu, ale czy mniej tragiczna była śmierć polskiego lotnika z 308 dywizjonu, który napisał w liście pożegnalnym, że czuje się zmęczony i oszukany, nie mogąc wrócić po latach walk do ukochanego Wilna? Jednak jego aktowi rozpaczy odmówiono wzniosłości – prasa londyńska napisała, że na pewno umaczany był w czarne interesy. Prawda historyczna przegrywała z polityką.

W kraju pod rządami komunistów 17 września stał się tematem tabu. Nie można było mówić, nie należało pamiętać. Orlęta lwowskie, obrońcy Grodna, akowcy z Dywizji Wołyńskiej, chłopcy z Puszczy Nalibockiej, śpiewający: „nie damy Kresów, to nasz ślub” zeszli z kart historii, stali się mitem, legendą, żyjącą w pamięci wdów i sierot. Kłamstwo niezmiennie tryumfowało.

Dziś w wolnej Polsce można upominać się o prawdę, ale czy po latach kłamstw i gorszej od kłamstw obojętności wojnę o pamięć można jeszcze wygrać? Odpowiedź według mnie jest krótka – tą wojnę trzeba wygrać, bo jest to jednocześnie bój o naszą tożsamość. Wczoraj na ręce marszałka Sejmu trafił koordynowany przez syna zmarłego prezesa Wspólnoty Polskiej Macieja Płażyńskiego obywatelski projekt ustawy repatriacyjnej  Dotyczyć ma ona tych Polaków, którzy nocami, w bydlęcych wagonach zostali z Lwowa, Wilna, Łucka, Tarnopola wywiezieni na wschód, za Ural, na Syberię, do Kazachstanu. Dziś polskie państwo nie ma pieniędzy na sprowadzenie swoich obywateli i ich rodzin. Polskie państwo, które wypłaca ubekom kilkutysięczne emerytury nie ma pieniędzy na sprowadzenie tych kresowian, którzy życie spędzili w poniewierce za to tylko, że byli Polakami.

Nie należę do tych, którzy podtrzymywaliby nieistniejące spory historyczne, resentymenty i uprzedzenia, którzy by darzyli wrogością Rosjan, Niemców, Żydów i Ukraińców za to co było przed laty. Ale myślenie o dniu dzisiejszym nie może wykluczyć pamięci o własnej historii. Nie może wykluczyć pamięci o Lwowie i Wilnie, o Ponarach i Katyniu, o Polakach, którzy zostali za Bugiem i tych, których wywieziono z Kresów w głąb Rosji. „Tam gdzie ostatnia świeci szubienica, tam dziś jest środek mój i ma stolica” – pisał  Norwid. A szubienice i miejsca straceń, polskie groby, cmentarze i mogiły rozsiane są daleko na wschód. I dopóki nie obejmiemy ich wszystkich opieką, dopóki wciąż żyjącym Polska nie spróbuje wyrównać rachunku krzywd, wojna o pamięć i prawdę nie zostanie wygrana.

Read Full Post »